Usłyszałam że bokser...
-Długo jeszcze? - spytałam kelnerki, a ona przyniosła po chwili obiad.
-Mogę zjeść na wynos... - spytałam szepcąc. Ona mi zapakowała.
-Więc mówisz że bokser tak... - próbowałam udawać dzielną...
-No tak... - powiedział cicho.. Mam uraz do bokserów... długa historia...
-Rachunek proszę! - krzyknęłam ...
-Ja już ide.. - oznajmiłam.
-Ej spotkamy się jeszcze? -spytał
-Może.... pa - wzięłam wszystko i zapłaciłam. Po czym wsiadłam do auta i
odjechałam z piskiem opon... Stanęłam przy domku. Wzięłam głęboki
wdech.... Wysiadłam. W domu zjadłam na spokojnie. Po czym siedziałam i
rysowałam aż do 4 rano. Następnie poszłam spać. I wstałam o 9.
Pojechałam zanieść swoje dzieło. Od razu po tym chciałam isć popływać.
Zanim weszłam na basen.. podbiegł do mnie znów... Lukas... Matko jak mi
ciarki przeszły...
-Hey - przywitał się.
-Hey...
Lukas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz